Transhumanizm: czy jest się czego bać? (część 1)

Coraz więcej się ostatnio mówi o transhumanizmie, ruchu ideowym, który postuluje maksymalne wykorzystanie technologii i zdobyczy nauki do wzmocnienia zdolności poznawczych, emocjonalnych i fizycznych człowieka, a także przezwyciężenia rozmaitych ludzkich ograniczeń. Wielu badaczy i polityków uznało ten ruch za niebezpieczny. Czy rzeczywiście jest się czego bać?

Transhumanizm najczęściej potrzegany jest przez tych, którzy już o nim słyszeli, jako ideologia postulująca użycie nauki i techniki, w szczególności neurotechnologii, biotechnologii i nanotechnologii, do przezwyciężenia ludzkich ograniczeń i poprawy kondycji ludzkiej. Owo przezwyciężenie ograniczeń zamknąć można w jednym, fundamentalnym postulacie: doprowadzenia człowieka najpierw do możliwości radykalnego przedłużania życia, a potem do NIEŚMIERTELNOŚCI. Rzecz jasna, byłaby to nieśmiertelność technologiczna, czyli zapośredniczona. Mogłaby polegać na uploadowaniu swojego umysłu do internetowej sieci (tzw. mind-uploading) lub na korzystaniu z innych technologicznych zdobyczy (na przykład egzoszkieletów) celem długotrwałego zabezpieczenia ciała - puszki dla duszy. Dalekosiężnym celem transhumanizmu jest dotarcie do formy transludzkiej: która przekroczy dzisiejszego człowieka i stworzy nowe społeczeństwo.

Transhumanizm ostatnio zyskuje zwolenników, zapatrzona jest w niego duża część mieszkańców Doliny Krzemowej, zatrudnionych w progresywnych technologicznie start-upach. Mark Zuckerberg ufundował ogromne nagrody za przełomowe badania w dziedzinie przedłużania ludzkiego życia. Ray Kurzweil, znany futurysta będący dyrektorem programowym agendy badawczej Google'a, nieustannie mowi o uploadowaniu umysłu do sieci. Peter Thiel, jeden z założycieli PayPala i Palantira, otwarcie przyznaje się do postawy transhumanistycznej i wykłada fundusze m.in. na badania Aubreya de Graya z SENS nad długowiecznością. A Elon Musk chce nas wysłać na Marsa, żeby zapewnić ciągłość gatunku w razie wyczerpania się zasobów ziemskich.
Jakby tego było mało, do wyścigu w amerykańskich wyborach prezydenckich dołączył transhumanistyczny kandydat: Zoltan Istvan, który swoim autobusem nieśmiertelności (immortality bus) przemierza USA rozprzestrzeniając dobrą technologiczną nowinę. W Europie powstają także kolejne przyczółki przyszłej partii transhumanistycznej, która dopiero od końca ubiegłego roku zaczęła się organizować.

Transhumanizm zyskuje na widoczności, choć nadal nie jest o nim tak głośno, jak powinno być. Powinniśmy dyskutować o nim więcej, choćby w imię transparentnej debaty na temat naszej przyszłości i tego, jak chcielibyśmy ją kształtować. Przyszłość może bowiem zdarzyć się sama, bez naszego udziału, jeśli wykładniczego rozwoju technologii nie uzupełnimy odpowiednim namysłem.

W kolejnym poście napiszę o transhumanizmie więcej. Opowiem także o jego licznych odmianach i politycznych orientacjach.
Trwa ładowanie komentarzy...